|
|
 |
| Ruch oporu "Olimp" 1941 - 1942 |
WSPOMNIENIA EDWARDA DAMCZYKA
Po odbyciu kampanii wrześniowej 1939 roku i uniknięciu niewoli, wróciłem do Kępna, mego miasta rodzinnego. Już w tym okresie odbywały się wysiedlania Polaków i transporty do obozów koncentracyjnych. W tej sytuacji z moim bratem Aleksandrem ukrywaliśmy się u rodziny na wsi, w stodołach w Opatowie i Nowej Wsi oraz w samym Kępnie. Na dłuższą metę takiego trybu życia nie można było prowadzić. Postanowiliśmy udać się do Wrocławia, w przekonaniu, że tu łatwiej będzie nam się ukryć. Przyłączyli się do nas koledzy szkolni, Roman Wyderkowski i Leon Drogi. Po przybyciu w kwietniu 1940 roku do Wrocławia, zamieszkiwaliśmy u restauratora Martina, z pochodzenia Górnoślązaka, przy ulicy Neue Antonienstrasse (róg Zelwerowicza i Sokolniczej). Zajmowaliśmy jeden pokój na IV piętrze. Z kolei trzeba było znaleźć pracę i zdecydowaliśmy się pracować w browarze "Kipke". Brat Aleksander znalazł pracę w hurtowni towarów spożywczych firmy Quit. Mając prawo jazdy samochodowe, zostałem pomocnikiem szofera (Mitfahrer) i rozwoziłem piwo po Wrocławiu i województwie wrocławskim.
W pierwszym okresie pobytu we Wrocławiu postanowiliśmy nawiązać znajomość z innymi Polakami będącymi w podobnej sytuacji jak my. Byli to przeważnie rodacy z Kępna, Ostrzeszowa i sąsiednich powiatów, jak również z Górnego Śląska. Spotkania z Polakami odbywały się na naszej stancji, którą z powodu wysokiego położenia nazwaliśmy "Olimpem". Co robiliśmy na tych spotkaniach? Przede wszystkim dzieliliśmy się wiadomościami z frontu wojny, stosunkach panujących wśród Niemców w zakładach pracy, ułatwialiśmy znalezienie pracy Polakom przybywającym do Wrocławia, zbieraliśmy składki pieniężne dla rodaków znajdujących się w trudnej sytuacji. Dalej dzieliliśmy się wiadomościami zasłyszanymi potajemnie w radio w Anglii, czytaliśmy wspólnie prasę niemiecką by zorientować się w sytuacji wojennej. W tych wspólnych spotkaniach uczestniczyli najczęściej: Roman Wyderkowski, Leon Drogi, Alojzy Marszałek, Józef Płonka, Alfons Weber, Władysław Stankiewicz, Maryla Wyderkowska, Irena Janikowska, Janina Frykowska, Tomasz Napierała, Henryk Śpikowski, brat mój Aleksander, Felicyta Damczyk - z domu Podlak (obecna moja żona), Magdalena Honcza, Józef Dominus, później nieco Rafał Twardzik, Stanisław Grzesiewski, Vlastimir Drahos (Czech), małżeństwo Doleccy, Wanda Biskupska, bracia Kupczykowie, Piotr Helak.
Po zawarciu małżeństwa Romana Wyderkowskiego z Marylą z d. Janikowską, wyprowadziliśmy się z bratem i Józefem Płonką o kilka domów dalej na nową stancję. W tym czasie przybył do Wrocławia Jan Wyderkowski.
Po kilku miesiącach byliśmy już na tyle zorientowani, by dojść do przekonania, że działalność naszą trzeba rozszerzyć i przystąpić do bardziej konkretnej pracy konspiracyjnej. Sytuacja nie była łatwa, znajdowaliśmy przecież w środowisku niemieckim, pod stałą obserwacją. Już wcześniej pewna grupa (Roman Wyderkowski, Marszałek, Weber) nawiązali kontakty z działaczami tutejszej Polonii - rodziną Pietrosińskich, Simonów, Gozdków, Szczepaniaków, dr Kuczyńskim, dzięki którym zdobywaliśmy potrzebne nam karty pracy, dokumenty, wiadomości i informacje.
W sierpniu 1941 roku przyszedł do mnie do mieszkania Rafał Twardzik i oświadczył, że mając do mnie pełne zaufanie powierza mi zbieranie wiadomości o ruchach wojsk niemieckich na drogach, o tym co dzieje się na lotniskach. Pokazał mi przy tym mapę niemiecką z naniesionymi na niej lotniskami, uzasadniając, że ze względu na wykonywaną przeze mnie pracę mam możność dostarczania takich wiadomości. Miały one być przesyłane przez Szwajcarię do Londynu i przez Łódź na Wschód. Rafał przykazał mi, by wiadomości te tylko jemu przekazywać, co też wykonywałem. Prócz tego podejmowaliśmy różne drobne sabotaże w miejscach pracy.
Działalność nasza trwał aż do 5 czerwca 1942 roku, tj. do chwili aresztowania nas przez wrocławskie Gestapo. W dniu tym aresztowano około 400 Polaków. Badania oraz śledztwo trwało do grudnia 1942 r.; część aresztowanych wysłano do Oświęcimia, część do Gross Rosen, a mnie wraz z Alojzem Weberem i innymi do Mathausen, gdzie przebywałem aż do wyzwolenia - 5 maja 1945 roku. Po powrocie do Polski i odnalezieniu rodziny osiedliłem się (zgodnie z przyrzeczeniami, jakie sobie swego czasu w więziennej celi złożyliśmy) we Wrocławiu, gdzie w sierpniu 1945 roku podjąłem pracę nauczyciela w pierwszym tworzącym się tu Liceum Ogólnokształcącym, gdzie dotąd pracuję.
Wspomnienia spisano w marcu 1972 roku.
Tekst został udostępniony przez Pana Jerzego Podlaka, za co serdecznie dziękujemy.
|