Strona główna    › Zdjęcia    › Kontakt        


Strona główna
Osiedle
Historia
Zdjęcia
Obiekty
Mieszkańcy
Mapy i dokumenty
Ważne adresy
Linki
Czy wiesz że...
Kontakt / O nas
Księga gości
Ruch oporu "Olimp" 1941 - 1942

WSPOMNIENIA FELICYTY DAMCZYK
Różne były drogi późniejszych członków Klubu Ludzi z Literą "P" do Wrocławia. Pierwsze grupy przybyły do Wrocławia prawie natychmiast po wybuchu wojny, bo już pod koniec 1939 roku. Byli to przeważnie uczniowie szkół średnich, studenci, młodzi absolwenci szkół wyższych, nauczyciele, urzędnicy, oficerowie, kupcy i rzemieślnicy. Większość z nich uciekała z pobliskiej Wielkopolski i Śląska przed represjami okupanta wobec inteligencji polskiej, przed mającym nastąpić aresztowaniem lub zesłaniem na roboty przymusowe w głąb III Rzeszy. Przybywali przeważnie nielegalnie - bez odpowiedniego skierowania do pracy. Nielegalnie również przekraczali granicę między okupowaną ziemią rodzinną a Rzeszą Niemiecką. Musieli więc po przyjeździe do Wrocławia lub jego okolic ukrywać się i organizować sobie życie i pracę. Było to niezmiernie niebezpieczne - znaleźć się nagle wśród wrogów, bez znajomości bądź ze słabą znajomością języka. Niemcy, wówczas jeszcze butni zachłystywali się zwycięstwem i udanymi podbojami, zionęli wszczepioną im nienawiścią do Polaków - traktując ich jak niewolników. Zaraz też przy zameldowaniu się otrzymywaliśmy "piętnującą" nas literę "P", którą mieliśmy obowiązek naszyć na ubranie wierzchnie i stale nosić.
Na przełomie lat 1940-1941 napłynęła do Wrocławia liczna grupa przyszłych robotników-niewolników z Kępna i Ostrzeszowa (Wielkopolska). Uciekali do Wrocławia w nadziei, że znajdą tu pracę, a odległość zaledwie 70 -100 km pozwoli im czasem odwiedzić dom rodzinny. I już wtedy starsi ludzie, gorący patrioci doradzali: "Zatrzymujcie się we Wrocławiu, bo on na pewno będzie znów polski". Znalezienie pracy nie było tak trudne - trudnym było formalne załatwienie skierowania do niej poprzez tutejszy urząd zatrudnienia (Arbeitsamt) i zatuszowanie nielegalnego swego przyjazdu. Pomagali w tym Polacy pracujący już we Wrocławiu i mający już jakieś rozeznanie, użyczając tymczasem kąta w mieszkaniu i wyżywienia.
Grupa Kępniaków i Ostrzeszowiaków, a później i innych skupiała się wokół braci Jana i Romana Wyderkowskich przy ul. Sokolniczej róg Zelwerowicza (Jahnstr. - Antonienstr.). Mieszkanie Wyderkowskich - na strychu domu, dość obszerne, choć składające się z jednego tylko pokoju - facjatki, było miejscem częstego pobytu i spotkań Polaków. Do mieszkania tego napływali coraz to nowi uciekinierzy szukający pomocy. Każdego poszukującego pomocy tam kierowano, tam przynoszono wieści z kraju i z frontu i dzielono się nimi. Często zbierano tam składki pieniężne na pomoc innym, dzielono się żywnością i odzieżą. Ponieważ na parterze budynku mieściła się restauracja Gustawa Martina, do której wchodziło wielu ludzi - łatwiej było wejść do budynku niezauważonym. Kiedyś jeden z przybyszów po wejściu na 5 piętro dużej czynszowej kamienicy powiedział: wysoko tu do was jak na Olimp. Nazwa ta przyjęła się - odtąd mawiano - idziemy na Olimp, spotkamy się na Olimpie. Było to wygodne, gdyż umożliwiało unikanie używania nazwisk i adresu.
A Olimp rozrastał się i działał - przybywali coraz to nowi ludzie - trzeba było znaleźć im możliwą pracę, pomóc w uzyskaniu legalnych skierowań, jakiś kąt na mieszkanie, udzielić pomocy materialnej do chwili znalezienia pracy, a w końcu wesprzeć psychicznie ludzi młodych, zastraszonych i zbłąkanych, którzy nieraz uciekli z przymusowych transportów. Przekazywano sobie skwapliwie każdą lepszą wiadomość - by pokrzepiać się słowem, śpiewano patriotyczne piosenki. W kraju zaś rozpoczęły się zesłania do obozów koncentracyjnych, wysiedlania rodzin i wywozy do prac przymusowych. Organizowaliśmy więc paczki i przesyłki pieniężne dla zesłańców.
Wszystko to udawało się dzięki nawiązaniu kontaktu z Polonią. Szczególną pomocą służyła nam rodzina Pietrosińskich, Gozdków, Simonów, Szczepaniaków i ściśle z nami związany dr med. Stefan Kuczyński. Ludwik Pietrosiński, władający kilkoma językami i dzięki temu zatrudniony w Arbeitsamt, pomagał nam w nieoceniony sposób - umożliwiając jak mógł zdobycie legalnej karty zatrudnienia. Dr Stefan Kuczyński - prócz pomocy medycznej, krzepił jak mógł na duchu, umożliwiając słuchanie stacji zagranicznych w radiu, lub przekazując dalej ważne wiadomości.
Z czasem działalność Olimpu przerodziła się już w bardziej zorganizowany ruch oporu. Pod koniec 1941 r. tworzono już trójki działające ściśle tylko ze sobą. Gromadzono materiały o stosunkach w zakładach pracy, gromadzono materiały i dokumentację techniczną dużych zakładów (Linke-Hofmann, Famo-Werke itp.). Zbierano wszelkie możliwe wiadomości o życiu w mieście, szkice i fotografie obiektów strategicznych i wiadomości o ruchach wojsk niemieckich na szosach. Materiały te przekazywane były przez członków do Łodzi i Krakowa, a stamtąd za granicę - podobno do Anglii. Ale o tym wiedziała tylko nieliczna grupa działaczy.
W styczniu 1942 odbyło się u Pietrosińskich pierwsze zebranie kilku "Olimpijczyków" i członków Polonii wrocławskiej. Ale już w lutym aresztowano pierwsze osoby kontaktujące się z Olimpem. Wszyscy zginęli zamordowani. W marcu 1942 aresztowano dalszych: Jana Wyderkowskiego, Edwarda Schlesingera, Wandę Biskupską i Piotra Helaka. Wandzie Biskupskiej udało się przesłać gryps z ostrzeżeniem. Działalność Olimpu musiała przycichnąć, ale było już za późno. Rozwijający się dopiero ruch oporu, działający w tak trudnych warunkach, w samym sercu wroga - został zdekonspirowany.
Pamiętnego dnia 5 czerwca 1942 r. w godzinach popołudniowych gestapo zajechało do wszystkich większych zakładów pracy i aresztowało "olimpijczyków" wyprowadzając ich z podniesionymi rękami lub zakutych w kajdanki. Nawet do prywatnych mieszkań Niemców, u których pracowały Polki jako pomoce domowe, wpadało gestapo a na ulicach rozlegały się głośne syreny aut gestapowskich. W mieszkaniu Wyderkowskich urządzono "kocioł" i zgarnięto wszystkich zaskoczonych. Wszystkich przewieziono do gmachu Polizeipresidium przy Podwalu, gdzie przez następne miesiące na III piętrze, za żelazną kratą odbywały się długie męczące przesłuchania i katowania. Mężczyzn więziono w podziemiach gmachu, kobiety w więzieniu przy Freiburgerstr. 1 (ul. Świebodzka 1).
Pod koniec roku część więzionych zwolniono przekazując do prac przymusowych, innych zesłano do obozów koncentracyjnych w Gross Rosen, Oświęcimiu i Mathausen. Kilku nie wytrzymało "przesłuchań" i zginęło już we wrocławskim więzieniu. Ogółem aresztowano za sprawę Olimpu około 400 osób. Z osób bezpośrednio związanych z Olimpem wróciło zaledwie dziesięć kobiet i czternastu mężczyzn. We Wrocławiu mieszka 5 osób.

Wspomnienia spisano w listopadzie 1983 roku.
Tekst został udostępniony przez Pana Jerzego Podlaka, za co serdecznie dziękujemy.

 

Strona znajduje się na serwerze firmy PS Computer.
Niniejszy serwis ma charakter informacyjny i hobbystyczny. Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się i przyczynią do jego rozwoju.
Serwis pragniemy zadedykować pamięci prof. Edwarda Wilka - długoletniego nauczyciela matematyki w X LO.